2014-07-02

2014-06-26

Travel Diary III - Legzira, Morocco


Tak jak obiecałam, z lekką obsuwą zamieszczam pierwszą część relacji z naszej wyprawy do Maroka. Wybraliśmy akurat to państwo, ponieważ na jego wybrzeżu jest mnóstwo miejsc, gdzie można uprawiać surfing, a nie jest tak daleko jak Hawaje czy Australia ;)Mieszkaliśmy w Legzirze- maleńkiej, malowniczo położonej na skarpie wiosce rybackiej, oraz w nieopodal leżącym miasteczku- Sidi Ifni. Miejsca te na pewno nie mają tylu zabytków i atrakcji turystycznych co Marrakesz czy Casablanca, a ja nie jestem jakimś utalentowanym fotografem, ale chciałam przybliżyć Wam klimat tej spokojniejszej, ale i piękniejszej części Maroka, oraz dać kilka wskazówek i rad, dla osób które zastanawiają się nad taką wyprawą. 

LEGZIRA

Do tej części Maroko najtaniej jest się dostać lecąc z Berlina do Agadiru, liniami lotniczymi Easy Jet. Podróżowanie po Maroko nie jest trudne, można tanio wypożyczyć samochód, wziąć taksówkę lub jechać autokarem, co spokojnie mogę polecić- autokary są czyste i klimatyzowane, a odjeżdżają prawie punktualnie. Drogi w Maroko są bardzo dobre, jest na nich mały ruch, a ciekawostką są posterunki policji zatrzymujące pojazdy na rogatkach miast, ale nie jest to specjalnie uciążliwe. Z większością Marokańczyków można dogadać się po angielsku, ale jeszcze lepiej mówią oni po francusku, gdyż jeszcze do niedawna Maroko było francuską kolonią. Ceny na targach, w sklepach i restauracjach są naprawdę przystępne, jedynie alkohol jest sporo droższy niż w Polsce i można go dostać jedynie w hotelowych barach. Dlatego jeżeli lubicie wypić sobie wino do kolacji w knajpie, to szczególnie w południowym Maroko możecie o tym zapomnieć, z uwagi na to, że jest to kraj muzłumański. 



Jak już wspominałam, głównym celem naszej podróży była nauka surfingu, dlatego mieszkaliśmy we wcześniej poleconym przez znajomych surfcampie, prowadzonym przez bardzo sympatycznego Marokańczyka Oscara. Ceny za noc wahają się od 15 euro za nocleg+śniadanie, do 30 euro za full pakiet- nocleg, śniadanie, obiad, wypożyczenie deski, piankę i transport na spoty. Główna baza campu znajduje się w Sidi Ifni, ale Oscar posiada również dom w Legzirze, gdzie zatrzymaliśmy się na początku. 




Legzira to naprawdę cudowne miejsce, trochę na uboczu, z zaledwie kilkoma hotelikami, tawernami i chatami rybaków. Jest idealne jeśli nie lubicie tłumu turystów, sklepików z pamiątkami i budek z hamburgerami. Legzira jest wyjątkowa za sprawą ogromnych skalnych łuków, które wznoszą się nad piaskiem, tworząc naturalną bramę nad plażą, zanurzającą się w wodach Atlantyku. Polecam wszystkim spędzenie choć jednej nocy w tej wiosce. Pomijając przepiękny widok po przebudzeniu, to naprawdę niesamowicie jest w nocy, kiedy jedynymi dźwiękami, które nas otaczają, są podmuchy wiatru i szum oceanu. 



Tadżin Warzywny

 Najpopularniejszym daniem w Maroku jest Tadżin, danie z warzyw, mięsa lub ryb, przygotowywane w naczyniu o tej samej nazwie. Warto pamiętać, że tadżin przygotowywany jest na bardzo małym ogniu, dlatego czas oczekiwania na tą potrawę wynosi od 1,5 do 2 godzin, ale naprawdę warto spróbować. Kolejną typową dla Marokańczyków tradycją jest picie herbaty, z arabskiego SHAY. Jest to czarna, liściasta herbata, ale parzona z dużą ilością świeżej mięty i dodatkiem ogromnej ilości cukru. Tak więc napar ten jest bardzo mocny i bardzo słodki, ale zdumiewająco dobry i orzeźwiający. Herbatę przygotowuje się w srebrnych, zdobionych dzbanuszkach i podaje na tacy. Marokańczycy sączą ją powoli z małych szklaneczek, do których shay jest nalewany ze znacznej wysokości. Zaobserwowałam, że Marokańscy mężczyźni potrafią godzinami siedzieć w licznych w każdym mieście kawiarniach i leniwie popijać herbatę. Pyszne są również wyroby cukiernicze, ciastka i słodkie bułeczki, bo Marokańczycy to straszne łasuchy, oni wprost uwielbiają słodycze. 



Opiekun surfcampu- Said i mój Waldo (po miesiącu w Maroko ciężko go odróżnić od Marokańczyka ;)


Marokańczycy to bardzo otwarty i przyjazny naród, jednak mimo rozwoju i europeizacji pozostaje krajem konserwatywnym, mocno związanym z nakazami islamu. W większych miastach coraz bardziej się to zaciera, jednak na prowincji tradycje te są surowo przestrzegane. Głowie widać to w podziale sfer życia męskiego i kobiecego. Miejsce kobiety jest w domu, z dziećmi, natomiast domeną mężczyzny jest praca. Kobiecie również nie wypada pokazywać się z mężczyznami w miejscach publicznych, takich jak kawiarnia, dlatego spotkamy tam tylko mężczyzn. Ważnym elementem ich kultury jest także strój, kobiety mają obowiązek zakrywania całego ciała za wyjątkiem twarzy i dłoni, na głowach noszą chustę zwaną hidżab. Często można również spotkać mężczyzn w długiej i luźnej szacie z kapturem, zwanej dżelabą. Na szczęście restrykcje te nie tyczą się "niewiernych", dlatego turyści mają dowolność w ubiorze, jednak warto znać obyczaje Marokańczyków, aby odpowiednio je uszanować. 




Na dziś już kończę i zapraszam za kilka dni na kolejną część relacji. Jeśli chcecie być na bieżąco, wpadajcie na mój FANPAGE , oraz INSTAGRAM :)






2014-04-03

Dietetyczne Brownie z czerwonej fasoli


Wracam po krótkiej przerwie z postem zupełnie innym niż dotychczas. Do tej pory na blogu pojawiały się tylko moje stylizacje, oraz fotorelacje z podróży, teraz przyszedł czas notkę kulinarną. Gotowanie (i jedzenie)jest jedną z moich największych pasji i przyjemności. Wszystko zaczęło się ponad trzy lata temu, kiedy zostałam wegetarianką. Zaczęłam wtedy przywiązywać większą wagę do tego, co ma znaleźć się na moim talerzu. 

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tym przepisem, pomyślałam: Ciasto z czerwonej fasoli? To nie może być dobre! Co prawda fasolę uwielbiam, ale żeby w wersji "na słodko" ? Pomysł jednak tak mnie zaintrygował, że postanowiłam spróbować. Zostałam mile zaskoczona. Brownie jest naprawdę pyszne, a ponadto w 100% wegańskie, bezglutenowe i beztłuszczowe. Idealny przepis dla osób, które są na diecie, a nie mogą wytrzymać bez odrobiny słodkości.

Składniki na 12 porcji:

Sposób przygotowania:

Fasolę odcedzamy i płuczemy pod bieżącą wodą. Dodajemy pokrojone w plasterki banany, cukier, kakao i cynamon i blendujemy do uzyskania gładkiej masy. Ja dodałam również posiekaną papryczkę chilli, oraz jagody goji, ale świetnie sprawdziłyby się również orzechy lub pokruszona czekolada. Pieczemy od 25 do 30min w temp. 180°C, w blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Moje brownie wyszło dosyć płaskie, bo miałam tylko bardzo dużą blachę.



1 porcja zawiera:

115 kcal
4g białka
22g węglowodanów
1g tłuszczu




Smacznego:)

2014-03-24







Buty/Shoes-Nike Rosherun Sukienka/Dress-ZARA Kurtka/Jacket-Stradivarius Okulary/Sunnies-Ray Ban 

2014-03-05







  
Marynarka/Blazer-H&M Trend Koszula/Shirt-Pull&Bear Buty/Shoes-H&M Torebka/Bag-ZARA